"Organ zewnętrzny"
W listopadzie działo się wiele fajnych rzeczy, także nie przedłużając zaczynamy.
Numer 1 - kabelki
Widzicie to? Pięknie zwinięte przewody, zakręcone zgodnie z naturą, w stanie równowagi, elegancko poukładane - tak jak powinno być.
Zmierzam do tego, że nauczyłam się poprawnie zwijać przewody i moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Tak bardzo odmieniło to
moje życie, że postanowiłam szerzyć tą wiedzę i przygotowałam dla was tutorial z obrazkami :).
Numer 2 - Cudowne Szczury na PWRze
Tak się jakoś złożyło, że odrabiałam zajęcia ze studiów na Politechwnice we Wro. Pozwiedzałam, dowiedziałam się kilku fajnych rzeczy -
generalnie było super. Oto kilka highlight'ów.
Wiedzieliście, że da się ułożyć subwoofery tak, aby bas grał kierunkowo? Spoko, ja też nie. Ale jest to turbo ciekawy temat, można się poczuć jak
czarodziej układający jakieś runy. Poznałam dwa sposoby - cardioida i end-fire. Poniżej macie zwoje z antycznymi schematami (jeżeli chcielibyście
kiedyś spróbować tej czarnej magii).
Numer 3 - Jam Session
Jazz update - znam już trzy standardy. Czy dwa z nich są złudniczo podobne do siebie - tak. Czemu o tym wspominam - to jest dobre pytanie.
Tak samo dobre jak ostatni jam! Zagrałam co prawda tylko raz (i znowu Watermelona), ale mimo wszystko było okej. Szkoda tylko że potem
podpierałam ściany - no ale ktoś musi, bo jak nie to się dom zawali.
Numer 4 - Organ zewnętrzny
"Omg title drop!" - prawdopodobnie to właśnie teraz myślicie - i macie rację. Organ zewnętrzny.
Na początku grudnia wracałam sobie z uczelni dzień jak codzień. Pożegnałam się z Szymonem i ide sobie w swoją stronę i nagle widzę podejżany
obiekt w kształcie instrumentu - po bliższej inspekcji moje przypuszczenia okazały się trafne. Był to instrument (wow). Nie miałam pojęcia jak brzmi,
ani czy w ogóle działa, ale bez zawachania postanowiłam zaryzykować. Zadzwoniłam po Szymona i zanim się obejżeliśmy, organy były u niego w mieszkaniu.
Jak widać na zdjęciu, były troche przyprudzone śniegiem, dlatego postanowiliśmy je porządnie wyczyścić zanim podepniemy je do prądu. Chciałam nawet rozkręcić
jego mechanizm i go odkurzyć, ale okazało się to trudniejsze niż myślałam. W końcu zdecydowaliśmy się go podłączyć do gniazdka - ja schowałam się za odkręconą
od instrumentu dyktą a szymon za ścianą - no bo co jeśli wybuchnie jak go podepniemy?. Na szczęście żadna eksplozja nie nastąpiła. Uruchomił się za to silniczek
wewnątrz instrumentu i po wciśnieńciu klaisza wiedzieliśmy usłyszeliśmy dźwięk - organ działał!!!
Pojawił się natomiast nowy problem - jak przetransportuję go do swojego pokoju w akademiku? Po obdzwonieniu moich znajomych padło na Łucję, która zgodziła się
pomóc mi go przewieźć swoim bolidem. Szczerze powiem, miałąm wątpliwości, czy uda nam się zapakować ten instrument do jej bagażnika, ale po chwili organy już leżały
w samochodzie. Jeszcze większym cudem jest fakt, że znalazłam na nie miejsce w moim pokoju. Gdyby były trochę grubsze zagradzały by przejście, ale mieszczą się idealnie
miedzy łużkiem a framugą.
I to były wszystkie moje przygody z ubiegłego miesąca. Życzę wam wszystkim wesołych Swiąt/przerwy zimowej i do zobaczenia w nowym roku :3.
15 grudnia 2025