

Równo rok temu wydałam mój pierwszy album, Oh, Okay. Był to pierwszy album, który samodzielnie nagrałam i zmixowałam oraz pierwszy projekt, gdzie śpiewałam. Od tamtego czasu wyprodukowałam kolejne dwa albumy, poznałam wiele nowych technik i rozwinełam się jako muzyk i realizator. Ale dzięki temu albumowi poznałam też wspaniałych ludzi, którzy w przeciwnym razie najprawdopodobniej nie pojawiliby się w moim życiu. W tym wpisie opowiem trochę o historii albumu, dlaczego powstał, a także jak powstał.
Geneza tych piosenek jest odysć prosta: pisałam piosenki na Fata Morganę i te, które nie rezonowały z zespołem trafiały na Miracle Rats. Taką piosenką jest na przykład I Don't Know oraz Procrastinatron, które oryginalnie były też po polsku! Wtedy w FM postanowiliśmy pisać wyłącznie po polsku.
Potem zaczęłam już pisać muzykę z myślą o Szczurach i tym razem chciałam, żeby była po angielsku, bo moimi inspiracjami były zespoły i muzycy z anglojęzycznych krajów tacy jak Ricky Jamaraz czy Mike Krol. W tym kierunku napisałam już resztę albumu, odgradzając się barierą językową, co paradoksalnie pozwoliło mi pisać szczerzej. Pisanie w ojczystym języku wymaga ode mnie naprawdę dużej pewności siebie, bo przecież każdy od razu zrozumie o czym śpiewam. Ale kiedy powstaje dodatkowa bariera w postaci języka, z jakiegoś powodu jest mi łatwiej otworzyć się przed słuchaczem. Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy może podzielacie moje zdanie. Możecie mi napisać na maila (miraclerats.music@gmail.com), chętnie się dowiem co myślicie na ten temat :3.
Cały album został nagrany w moim starym pokoju. Gitary były w większości po DI prosto z mojego wzmacniacza i w Reaperze nałożyłam na nie impulse response głośnika, żeby były przyjemniejsze dla ucha. Na I'd Rather Stay nagrałam gitarę bezpośrednio do interfejsu z gainem podbitym na maxa do clippingu, co dało całkiem fajny przester. Bas był tak samo nagrany jak gitary, z tą różnicą, że mixowałam DI z sygnałem przepuszczonym przez NadIR. Na perkusji nie umiałam wtedy jeszcze grać na tyle dobrze, żeby ją nagrać, dlatego zdecydowałam się użyć Addictive Drumsów. Swoją drogą to prawie użyłam stockowej perki z Cakewalka, ale odkryłam, że miałam całkiem sporo fajnych gratisów do mojego interfejsu. Na niektórych trackach dodałam subkicka, ale poza tym to prawie nie mixowałam tej perkusji. Szczerze to jak teraz słucham tego albumu, to mam ochotę go nagrać jeszcze raz, tym razem z perkusją na żywo. Może kiedyś to zrobię na jakąś kolejną rocznicę tego albumu.
Nigdy wcześniej nie wrzucałam regularnie rzeczy do social mediów, więc był to skok na głęboką wodę. Z początku edytowałam kilpy na komputerze,
ale po tym, jak w końcu zdecydowałam się na tiktoka, przerzuciłam się na ich edytor, co ułatwiło mi ten proces. Wiem, że stwierdzam tu rzeczy
oczywiste, ale dla mnie serio była to nowość.
Nowością natomiast nie było wydawanie muzyki. Po korzystaniu z Distrokida przez poprzedni rok razem ze Skidem, doszłam do wniosku, że nie jest to
dobry dystrybutor. Masa rzeczy jest ukryta za mikropłatnościami i trzeba go ciągle opłacać, aby muzyka hulała na streamingach. Ostatecznie wydałam
Miracle Rats przez LANDR'a, którego miałam w gratisie z interfejsem. Bardzo spoko dystrybutor, ale po zakończeniu subskrypcji nie mogę edytować już
wydania :/. Standardowo, bandcamp mnie nie zawiódł i okazał się bardzo pomocny przy sprzedaży płyt. BC pobiera 15% ze sprzedaży cyfrowej muzyki, ale
fizyczny merch ma już tylko 10%. Wydaje się to być dużo, ale w moim przypadku było to bardziej opłacalne niż opłacanie osobnej platformy jak na
przykład Shopify. Właśnie! Płyty CD.
Od początku wiedziałam, że chcę mieć moją muzykę na płycie, nadać jej fizyczną formę. W słuchaniu muzyki z płyty i przeglądniu bookleta jest jednak coś niesamowitego, coś czego nie da się doświadczyć na streamingach. Przez lato stworzyłam projekt książeczki, krążka oraz inlay'ów. Dużo problemów przyspożył mi tył okładki. Niby prosta sprawa, dać trackliste i akredytację, ale szybko okazało się, że nie tak łatwo zapełnić tą przestrzeń ośmioma tytułami i dwoma nazwiskami. Dlatego dałam tam kilka easteregg'ów :P. Nie powiem jakich, żeby nie psuć niespodzianki. Nadruk na płytę miał dwie wersje. W pierwszej narysowałam głowę szczurzycy tak, że przypominała bardziej kota. Po długim namyśle zdecydowałam się nakleić na nią kawałek kartki i narysować ją jeszcze raz i właśnia ta wersja stała się finalnym design'em.
Z bookletem miałam najwięcej frajdy. Przestudiowałam najpierw moją kolekcję płyt i najbardziej przypadł mi do gustu projekt z albumu Green Day "Dookie". Chciałam, żeby mój booklet też miał taki komiksowy klimat. Zdecydowałam się też napisać teksty na maszynie do pisania (w tamtym czasie moją ulubioną czcionką był courier mono space, która przez długi czas królowała na tym blogu). Dorysowałam potem kilka tematycznych bazgrołków do tekstów i zaczełam układać je na jednym z moch paneli akustycznych. Dodałam jeszcze kilka dorbiazgów i w ten sposób, powstał ten booklet.
Jeden z ważniejszych elementów albumu i jakimś cudem prawie zapomniałam o nim zapisać! Możecie mi wierzyć lub nie, ale ten rysunek powstał bardzo wcześnie. Miałam wtedy napisane chyba ze trzy piosenki i postanowiłam, że chcę zrobić ten album. Geneza okładki była prosta:
★ ma być na niej szczur, bo nazwa zobowiązuje,
★ mają być na niej gwiazki, bo "rats" od tyłu to "star".
Tydzień później skończyłam rysować finalną okładkę. Jakiś czas później zaprojektowałam "logo" i zrobiłam mu osobne zdjęcia, po czym skomponowałam całość w clip studio paint. Jestem z niej bardzo zadowolona, ale też trochę zła, bo postawiłam sobie poprzeczkę bardzo wysoko, jeśli chodzi o okładkę na drugi album. No cóż.
Od początku wiedziałam, że chcę wydać album w marcu. W końcu mam wtedy urodziny. W 2025 roku po wielu latach pogodziłam się w końcu z tym, że jestem trans. Tak się złożyło, że 31 marca przypada międzynarodowy dzień widoczności osób transpłciowych, więc wybrałam ten dzień. Taka mała ciekawostka.
Jeżeli przeczytaliście to do tego momentu, to chyba lubicie moją muzykę, więc pewnie ucieszycie się,
że mam tu dla was demówkę nigdy nie wydanego utwóru z czasu nagrywek do pierwszego albumu!. Miłego słuchania i dziękuję wam, za słuchanie mojej muzyki :3. Do zobaczenia na koncercie 11 kwietnia w Postoju we Wro!!!
31 marca 2026
Równo rok temu wydałam mój pierwszy album, Oh, Okay. Był to pierwszy album, który samodzielnie nagrałam i zmixowałam oraz pierwszy projekt, gdzie śpiewałam. Od tamtego czasu wyprodukowałam kolejne dwa albumy, poznałam wiele nowych technik i rozwinełam się jako muzyk i realizator. Ale dzięki temu albumowi poznałam też wspaniałych ludzi, którzy w przeciwnym razie najprawdopodobniej nie pojawiliby się w moim życiu. W tym wpisie opowiem trochę o historii albumu, dlaczego powstał, a także jak powstał.
Geneza tych piosenek jest odysć prosta: pisałam piosenki na Fata Morganę i te, które nie rezonowały z zespołem trafiały na Miracle Rats. Taką piosenką jest na przykład I Don't Know oraz Procrastinatron, które oryginalnie były też po polsku! Wtedy w FM postanowiliśmy pisać wyłącznie po polsku.
Potem zaczęłam już pisać muzykę z myślą o Szczurach i tym razem chciałam, żeby była po angielsku, bo moimi inspiracjami były zespoły i muzycy z anglojęzycznych krajów tacy jak Ricky Jamaraz czy Mike Krol. W tym kierunku napisałam już resztę albumu, odgradzając się barierą językową, co paradoksalnie pozwoliło mi pisać szczerzej. Pisanie w ojczystym języku wymaga ode mnie naprawdę dużej pewności siebie, bo przecież każdy od razu zrozumie o czym śpiewam. Ale kiedy powstaje dodatkowa bariera w postaci języka, z jakiegoś powodu jest mi łatwiej otworzyć się przed słuchaczem. Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy może podzielacie moje zdanie. Możecie mi napisać na maila (miraclerats.music@gmail.com), chętnie się dowiem co myślicie na ten temat :3.
Cały album został nagrany w moim starym pokoju. Gitary były w większości po DI prosto z mojego wzmacniacza i w Reaperze nałożyłam na nie impulse response głośnika, żeby były przyjemniejsze dla ucha. Na I'd Rather Stay nagrałam gitarę bezpośrednio do interfejsu z gainem podbitym na maxa do clippingu, co dało całkiem fajny przester. Bas był tak samo nagrany jak gitary, z tą różnicą, że mixowałam DI z sygnałem przepuszczonym przez NadIR. Na perkusji nie umiałam wtedy jeszcze grać na tyle dobrze, żeby ją nagrać, dlatego zdecydowałam się użyć Addictive Drumsów. Swoją drogą to prawie użyłam stockowej perki z Cakewalka, ale odkryłam, że miałam całkiem sporo fajnych gratisów do mojego interfejsu. Na niektórych trackach dodałam subkicka, ale poza tym to prawie nie mixowałam tej perkusji. Szczerze to jak teraz słucham tego albumu, to mam ochotę go nagrać jeszcze raz, tym razem z perkusją na żywo. Może kiedyś to zrobię na jakąś kolejną rocznicę tego albumu.
Nigdy wcześniej nie wrzucałam regularnie rzeczy do social mediów, więc był to skok na głęboką wodę. Z początku edytowałam kilpy na komputerze,
ale po tym, jak w końcu zdecydowałam się na tiktoka, przerzuciłam się na ich edytor, co ułatwiło mi ten proces. Wiem, że stwierdzam tu rzeczy
oczywiste, ale dla mnie serio była to nowość.
Nowością natomiast nie było wydawanie muzyki. Po korzystaniu z Distrokida przez poprzedni rok razem ze Skidem, doszłam do wniosku, że nie jest to
dobry dystrybutor. Masa rzeczy jest ukryta za mikropłatnościami i trzeba go ciągle opłacać, aby muzyka hulała na streamingach. Ostatecznie wydałam
Miracle Rats przez LANDR'a, którego miałam w gratisie z interfejsem. Bardzo spoko dystrybutor, ale po zakończeniu subskrypcji nie mogę edytować już
wydania :/. Standardowo, bandcamp mnie nie zawiódł i okazał się bardzo pomocny przy sprzedaży płyt. BC pobiera 15% ze sprzedaży cyfrowej muzyki, ale
fizyczny merch ma już tylko 10%. Wydaje się to być dużo, ale w moim przypadku było to bardziej opłacalne niż opłacanie osobnej platformy jak na
przykład Shopify. Właśnie! Płyty CD.
Od początku wiedziałam, że chcę mieć moją muzykę na płycie, nadać jej fizyczną formę. W słuchaniu muzyki z płyty i przeglądniu bookleta jest jednak coś niesamowitego, coś czego nie da się doświadczyć na streamingach. Przez lato stworzyłam projekt książeczki, krążka oraz inlay'ów. Dużo problemów przyspożył mi tył okładki. Niby prosta sprawa, dać trackliste i akredytację, ale szybko okazało się, że nie tak łatwo zapełnić tą przestrzeń ośmioma tytułami i dwoma nazwiskami. Dlatego dałam tam kilka easteregg'ów :P. Nie powiem jakich, żeby nie psuć niespodzianki. Nadruk na płytę miał dwie wersje. W pierwszej narysowałam głowę szczurzycy tak, że przypominała bardziej kota. Po długim namyśle zdecydowałam się nakleić na nią kawałek kartki i narysować ją jeszcze raz i właśnia ta wersja stała się finalnym design'em.
Z bookletem miałam najwięcej frajdy. Przestudiowałam najpierw moją kolekcję płyt i najbardziej przypadł mi do gustu projekt z albumu Green Day "Dookie". Chciałam, żeby mój booklet też miał taki komiksowy klimat. Zdecydowałam się też napisać teksty na maszynie do pisania (w tamtym czasie moją ulubioną czcionką był courier mono space, która przez długi czas królowała na tym blogu). Dorysowałam potem kilka tematycznych bazgrołków do tekstów i zaczełam układać je na jednym z moch paneli akustycznych. Dodałam jeszcze kilka dorbiazgów i w ten sposób, powstał ten booklet.
Jeden z ważniejszych elementów albumu i jakimś cudem prawie zapomniałam o nim zapisać! Możecie mi wierzyć lub nie, ale ten rysunek powstał bardzo wcześnie. Miałam wtedy napisane chyba ze trzy piosenki i postanowiłam, że chcę zrobić ten album. Geneza okładki była prosta:
★ ma być na niej szczur, bo nazwa zobowiązuje,
★ mają być na niej gwiazki, bo "rats" od tyłu to "star".
Tydzień później skończyłam rysować finalną okładkę. Jakiś czas później zaprojektowałam "logo" i zrobiłam mu osobne zdjęcia, po czym skomponowałam całość w clip studio paint. Jestem z niej bardzo zadowolona, ale też trochę zła, bo postawiłam sobie poprzeczkę bardzo wysoko, jeśli chodzi o okładkę na drugi album. No cóż.
Od początku wiedziałam, że chcę wydać album w marcu. W końcu mam wtedy urodziny. W 2025 roku po wielu latach pogodziłam się w końcu z tym, że jestem trans. Tak się złożyło, że 31 marca przypada międzynarodowy dzień widoczności osób transpłciowych, więc wybrałam ten dzień. Taka mała ciekawostka.
Jeżeli przeczytaliście to do tego momentu, to chyba lubicie moją muzykę, więc pewnie ucieszycie się,
że mam tu dla was demówkę nigdy nie wydanego utwóru z czasu nagrywek do pierwszego albumu!. Miłego słuchania i dziękuję wam,
za słuchanie mojej muzyki :3. Do zobaczenia na koncercie 11 kwietnia w Postoju we Wro!!!
31 marca 2026
![]() |
![]() |