Fajne rzeczy, które lubie w nieżalu


Szczerze nie mam jakoś najlepszego humoru ostatnio, więc pomyślałam, że zrobie wpis o rzeczach, które są dla mnie takim źródłem radości.
Głównie skupię się tutaj na aspekcie koncertowym, ale nie jestem w tym temacie też jakoś super obeznana, także jak się ktoś nie zgadza z tym co powiem, to jest jak najbardziej okej. Możecie nawet napisać czemu gadam gupoty na maila miraclerats.music@gmail.com.
Ale tak, koncerty. W porównaniu z koncertami jakichś giga dużych zespołów, to koncerty na mniejszych scenach mają swój unikalny klimat. Ciśniesz się w tłumie ludzi w małym pokoju, a artyści grają na tej samej podłodze, na której ty stoisz, bez żadych barier. Akustyka bywa na chybił-trafił, ale w takich miejscach po prostu czuje się muzykę jakoś bardziej, a przynajmniej ja tak mam.
Super jest też otwartość ludzi, często można poznać nowe osoby, a także pogadać z członkami zespołów, ponerdować nawzajem o instrumentach i efektach do gitary - jest to coś, czego nigdzie indziej się po prostu nie doświadczy.

Też grając taki koncert o wiele lepiej się bawię. Będąc otoczona przez ludzi i widząc ich twarze i reakcje czuję, że jakoś dodaje mi to otuchy na scenie, że jestem w dobrym miejscu o dobrym czasie. Granie na dużej scenie też jest fajne, ostatnio miałam ku temu tak ze dwie okazje, ale jednak czuję się wtedy odseparowana od reszty ludzi, trochę jakbym była w takim akwarium do podziwiania.

Czy napisałam to dlatego, że smutno mi, że nie mogłam być wczoraj na wracaj, bo ciemno i ostatnim kontynencie w kato? Możliwe. Jak coś to pod koniec lipca będzie większy wpis o przygodach z tego miesiąca.

17 lipca 2026



Fajne rzeczy, które lubie w nieżalu


Szczerze nie mam jakoś najlepszego humoru ostatnio, więc pomyślałam, że zrobie wpis o rzeczach, które są dla mnie takim źródłem radości.
Głównie skupię się tutaj na aspekcie koncertowym, ale nie jestem w tym temacie też jakoś super obeznana, także jak się ktoś nie zgadza z tym co powiem, to jest jak najbardziej okej. Możecie nawet napisać czemu gadam gupoty na maila miraclerats.music@gmail.com.
Ale tak, koncerty. W porównaniu z koncertami jakichś giga dużych zespołów, to koncerty na mniejszych scenach mają swój unikalny klimat. Ciśniesz się w tłumie ludzi w małym pokoju, a artyści grają na tej samej podłodze, na której ty stoisz, bez żadych barier. Akustyka bywa na chybił-trafił, ale w takich miejscach po prostu czuje się muzykę jakoś bardziej, a przynajmniej ja tak mam.
Super jest też otwartość ludzi, często można poznać nowe osoby, a także pogadać z członkami zespołów, ponerdować nawzajem o instrumentach i efektach do gitary - jest to coś, czego nigdzie indziej się po prostu nie doświadczy.

Też grając taki koncert o wiele lepiej się bawię. Będąc otoczona przez ludzi i widząc ich twarze i reakcje czuję, że jakoś dodaje mi to otuchy na scenie, że jestem w dobrym miejscu o dobrym czasie. Granie na dużej scenie też jest fajne, ostatnio miałam ku temu tak ze dwie okazje, ale jednak czuję się wtedy odseparowana od reszty ludzi, trochę jakbym była w takim akwarium do podziwiania.

Czy napisałam to dlatego, że smutno mi, że nie mogłam być wczoraj na wracaj, bo ciemno i ostatnim kontynencie w kato? Możliwe. Jak coś to pod koniec lipca będzie większy wpis o przygodach z tego miesiąca.

17 lipca 2026